POLE BITWY
Wiersz Brzasku nr 226.
Chwyć miecz obosieczny i śpiesz na wroga, do przodu, Aby usłyszeć okrzyk Kapitana, aby zobaczyć błysk odzewu w oczach Towarzyszy z szeregu, poczuć bicie ich serc I poznać tę zachwycającą inspirację bojowania o Prawdę, Świętą radość naśladowania Tego, który wyznacza drogę i prowadzi po niej. Tak, chwalebnie jest prowadzić ten dobry bój, Ale przecież poza linią ognia, poniżej tych śnieżnych namiotów, Ostrzejszy konflikt szaleje dzień i noc; Drżące ręce, blade usta, rozgorączkowane oczy Walczą z zastępem śmiertelnych wrogów, ponurych olbrzymów, Z Rozczarowaniem, Zwątpieniem, Głęboką Rozpaczą; Przed ich ostrymi strzałami zadrżeć mogą nawet odważni. Oni też słyszą wezwanie i ochryple odpowiadają: Panie, oto jestem! Czynią wszystko, aby sięgnąć po miecze, stanąć na nogach, Lecz ponownie w bezsilnej słabości padają na posłanie Z głową w ogniu, z zachwianym umysłem, łzy bólu roniąc. Czasami odgłosy walki docierają poza szeregi Owych biednych zmęczonych uszu i wtedy widmo strachu Przemierza pokój i kładzie lodowatą dłoń na każdym sercu, Przywodząc straszną myśl: Kapitan, nasz Wódz, opuścił nas i zapomniał, A towarzysze nasi prą do przodu, zostawiając nas samych czekających na śmierć! Lecz to nie tak! Pan Bitew wielce litościwy Wysyła szybkoskrzydłego posłańca i mówi do nas: Choćby matce zdarzyło się zapomnieć o swym Niemowlęciu – Ja nie zapomnę! I wtedy, Tak jak cisza po burzy przychodzi słodki i łagodny spokój, Który tym udręczonym sercom przynosi sen. Ach, wtedy wy, prawdziwie wierni towarzysze z pierwszej linii ognia, Pamiętajcie, że ranni nadal należą do armii Bożej I wyślijcie im białoskrzydłego posłańca pocieszenia, Rozdawajcie róże miłości teraz, nie trzymajcie ich, aby położyć dopiero na wieko trumny. Jeden kwiat otrzymany teraz jest o wiele słodszy niż tysiące odłożonych na później. Znajdźcie czas, by wypowiedzieć miłe słowo, by uronić łzę współczucia, By wyszeptać modlitwę w czasie straży nocnej, A okażecie się więcej niż zwycięzcami dzięki mocy nieśmiertelnej miłości!