W PAŃSKIM OGRODZIE
Wiersz Brzasku nr 219.
Minionej nocy śniłem, że Mistrz przyszedł do mnie i rzekł łagodnie: Umiłowany, odłóż na chwilę swój krzyż i chodź ze mną, Bowiem pragnę, abyś spoczął w moim ogrodzie. A potem ujął mą drżącą rękę i poprowadził mnie przez ciemność Aż do miejsca, gdzie masywna brama zagrodziła nam drogę. Była ona zamknięta, lecz otworzyła się na słodkie polecenie Mistrza. Weszliśmy, a cienie rozpierzchły się przed Jego promiennym uśmiechem. O, zachwycające widzenie – oby można znaleźć słowa, by je opisać. Tysiące róż nęciło karmazynową barwą miłości, Wokół naszych stóp tuliły się fiołki w swym fioletowym żalu; Natomiast aksamitne bratki, odziane po królewsku rosły razem Ze ślicznymi, pnącymi się różowo-białymi groszkami, Przy nich lilie z doliny pochylały się w słodkiej pokorze, A wszędzie delikatna trawa – miękki i chłodny dywan. Często podczas tej przechadzki ręka Mistrza pełna miłości Spoczywała na jakimś mdlejącym kwiatku, który natychmiast ożywał. W końcu doszliśmy tam, gdzie stała majestatyczna lilia. Jej śnieżna korona wznosiła się jak bicie srebrnych dzwonów, Jej kołysanie napełniało ogród słodkim i niezwykłym zapachem. Podeszliśmy bliżej i wtedy zobaczyłem – niestety – że tu i ówdzie Jakiś płatek był urwany i poczerniały, może od nagłego wiatru Lub piekącego żaru. Bardzo mnie zadziwił ten widok i zrodził pytanie, Które zamarło na ustach, gdyż nagle zerwała się burza Tak gwałtowna, że każdy kwiat w ogrodzie schylił swą główkę; A potem ulewa ognistych strzał, ciskanych przez ledwie widoczne cienie, Spoza zacienionych bluszczem murów ogrodu, spadła na lilie. W przestrachu przywarłem do mego Niebiańskiego Przewodnika. Burza trwała przez chwilę i usłyszałem słowa Mistrza: Uspokój się i ucisz! Nawałnica ustała i zapanowała cisza, Cudowne światło przygasło, ogród zniknął, a ja obudziłem się ze snu. Mistrz nie powiedział mi tego, a jednak jestem prawie pewien, Iż ów wspaniały ogród z mych sennych marzeń był obrazem Jego maluczkich; Pokazał mi, że On nigdy nie śpi, ani nie drzemie podczas sprawowania Swej opieki I wtedy przyszło mi na myśl: gdybym tak ja mógł w ogrodzie Pana wybrać miejsce, Czy byłbym podobny do róży? Och, nie! Nie chciałbym w swej gorliwości, Dowodząc czynami miłości Pana w sercu, zapomnieć o cierniach, Drogi Panie, i zranić Twej miłującej dłoni ! Być może chciałbym Stać się piękną i okazałą lilią i głosić wszędzie Twą błogosławioną Prawdę Czysto brzmiącym głosem. Och, nie, nie mógłbym znieść burz, Uderzających w głowę tych, których Ty wyniosłeś tak wysoko, Ponad bliźnich – czyniąc z nich widoczny cel dla strzał szatana! I gdy tak rozmyślałem po kolei o tych wspaniałych z ogrodu Pana, Krzyknąłem: Mój dobry Panie, jeśli wolno mi wybrać, to pozwól mi Być miękką trawą, abym mógł przynieść odpoczynek i ukojenie Twym zmęczonym nogom, Miejscem skromnym, ale dającym bezpieczne schronienie przed wichrem i ognistą strzałą. Cóż za zaszczyt móc złożyć życie u Twych stóp!