UCZYNIŁA, CO MOGŁA

Wiersz Brzasku nr 211.

W domu Szymona trwała uczta, siedziano przy posiłku, Kiedy weszła ta kobieta i cicho w otwartych drzwiach stanęła, Przyciskając mocno do rozdygotanego serca alabastrowe naczynie Pełne bardzo kosztownego najczystszego nardu. Pełna skromności Lękała się ściągnąć na siebie ciekawe spojrzenia tych, którzy byli w pokoju, A przecież jej wielce umiłowany Przyjaciel, jej Mistrz i Pan był tam. Zadziwiająca intuicja podpowiedziała jej, że być może Jest to ostatnia, jedyna sposobność okazania Mu swej miłości. Myślała o wszystkim, co dla niej uczynił, o tych świętych godzinach, Które spędziła w zachwyceniu u Jego nóg, zapominając o wszystkim innym, Aby tylko móc słuchać owych Słów Prawdy, Słów Żywota. Myślała o tej czarnej godzinie, gdy Łazarz leżał w grobie I jak Mistrz przemienił jej noc w dzień pełen radości. Jej piękną twarz oblał rumieniec, jej niewinne oczy zajaśniały wdzięcznością I szybkim, lekkim krokiem przemknęła przez zatłoczony pokój, Odważnie przyjęła rzucane jej pytające spojrzenia, Miłość bowiem znajdzie drogę nawet tam, gdzie lwy boją się stąpać. Drżącą ręką złamała pieczęć i wylała drogocenną zawartość na Zbawcę, na Jego stopy. Cały dom napełnił się słodką i wspaniałą wonią. Nie była w stanie nic powiedzieć – oddanie jej serca było zbyt głębokie. Jej łzy spadały cicho, a ona wzięła swą najpiękniejszą ozdobę, Długie, jedwabiste włosy i wytarła nimi święte stopy Pana. Nagle jakiś surowy głos przerwał tę wielką, złotą ciszę, mówiąc: Cóż za rozrzutność. Można to było sprzedać i nakarmić ubogich. Jeszcze niżej spuściła głowę, wydawało się jej, że to, co uczyniła niewielkim było darem Za tak wiele wspaniałej miłości, którą otrzymała. I znowu w pokoju dał się słyszeć czyjś głos, był to głos jej błogosławionego Pana, Który delikatnie położył rękę na jej włosach. Jakże zadrżało jej omdlałe serce, gdy usłyszała Jego słodkie słowa: Nie czyńcie jej wyrzutów. Dobry zaprawdę uczynek zrobiła dla mnie. Wylawszy ten olejek, uczyniła, co mogła, przygotowując mnie ku pogrzebowi. A ten czyn jej miłości po wszystkie czasy opowiadany będzie. Jakże często od chwili, gdy po raz pierwszy odczytałem historię tej świętej dawnych czasów, Moje własne, biedne serce płonęło gorącym, tęsknym i głębokim pragnieniem, Abym i ja mógł tak usłużyć memu Panu i Królowi: Największemu spośród dziesięciu tysięcy, Jedynemu najwspanialszemu! A teraz dowiedziałem się, że nie jest za późno, że nadal Mogę wylewać bezcenny olejek miłości na członków Jego Nóg! Drogi Panie, pomóż mi przełamać ofiarniczą ręką Pieczęć własnego ja i wylać nagromadzone wonie mego serca Na Twoje Nogi! O, pozwól mi spędzić dni i noce w trudzie, Abym mógł uchronić się od bezcelowego schodzenia z właściwej drogi I innym pomóc pozostać na wąskiej drodze, która wiedzie do światła i życia. O, pozwól mi złożyć w ich drżących dłoniach różę miłości, A na ich piersiach lilię czystego i świętego natchnienia! Drogi Mistrzu, pozwól mi uklęknąć z nimi w ciemnym Getsemane. O, pozwól mi stać odważnie i w cichości znosić szyderstwa I kpiny okrutnych, drwiących języków! Obym nigdy nie liczył się z żadnymi kosztami, nawet życiem. Obym nie myślał, że zbyt wielką ceną, by służyć, błogosławić i pocieszać Twe drogie Nogi. A gdy ostatnia kropla poświęcenia mego serca zostanie wylana, Pozwól mi usłyszeć, Panie, Twój słodki głos, mówiący: Uczyniła, co mogła.