Rozdział VI — PIERWSZY DZIEŃ TWÓRCZY – ŚWIATŁO
Epifaniczne Wykłady Pisma Świętego, Paul S. L. Johnson · 1938 · strona 345 · pozycja E2-345
ROZDZIAŁ VI
PIERWSZY DZIEŃ TWÓRCZY – ŚWIATŁO
1 Moj. 1:3-5
NATURA ŚWIATŁA – SUBSTANCJA DUCHOWA – JEGO ŹRÓDŁA – JEGO MISJA – ROZDZIELENIE ŚWIATŁOŚCI OD CIEMNOŚCI – JAK WYPOWIEDZIANO „NIECH BĘDZIE ŚWIATŁOŚĆ” – PIERWSZEŃSTWO ŚWIATŁA W PORZĄDKOWANIU ZIEMI – NATCHNIENIE MOJŻESZOWEGO OPISU STWORZENIA
Po zakończeniu ogólnego omówienia stworzenia oraz 1 Moj. 1:1,2 przechodzimy obecnie do analizy pierwszego okresu twórczego dotyczącego warunków na Ziemi. Powinniśmy pamiętać, że stworzenie Ziemi jako planety opisane w 1 Moj. 1:1.2, zarówno w jej stanie roztopionej masy, jak i w stanie przykrycia granitem, bazaltem, gnejsem i skałami krystalicznymi, poprzedzało porządkowanie Ziemi i jej otoczenia w czasie sześciu twórczych dni (okresów), opisanych w 1 Moj. 1:3-2:4. Różnica między w.1,2 a w.3-2:4 jest następująca: podczas gdy te pierwsze dotyczą stworzenia nieba i Ziemi, te drugie mówią o porządkowaniu rzeczy na Ziemi i z nią związanych. Wielu absurdów nauczanych w odniesieniu do stworzenia wszechświata i naszej planety można uniknąć tylko wtedy, gdy będziemy pamiętać o tej różnicy, dzięki czemu zostaniemy doprowadzeni do odpowiedniej oceny całego opisu Boskich dzieł twórczych, tak jak są one nam przedstawione w 1 Moj. 1:1-2:4. Wierzymy, że poprzednie studium rozjaśniło nasze umysły co do twórczego dzieła Boga zawartego w 1 Moj. 1:1,2. Wierzymy także, że analiza sześciu twórczych dni (epok) rozjaśni w naszych umysłach Boskie dzieło twórcze w zakresie porządkowania Ziemi i rzeczy z nią związanych. A przede wszystkim ufamy, że obydwa etapy tej analizy wzmocnią nasza wiarę, miłość, ocenę, cześć i adorację dla wielkiego Jehowy, który objawia nam Swe chwalebne przymioty poprzez dzieła twórcze, które omawiamy.
1 Moj. 1:3-5 traktuje o pierwszej epoce, „pierwszym dniu” porządkowania przez Boga rzeczy związanych z nasza planetą; dziełem tego dnia było dostarczenie przez Boga światła dla Ziemi. Wielu błędnie rozumie stwierdzenie: „Niech będzie światłość; i stała się światłość”, sądząc, że chodzi o stworzenie światła przez Boga. Jest to oczywiste niezrozumienie faktów. Światło jest bowiem emitowane przez każdy świecący obiekt, a zanim Ziemia została otoczona figuralną pianą, była ognistą masą, a jako taka musiała emitować światło. Nasze Słońce wysyłało światło od chwili, gdy gazy, z których powstało, skondensowały się na tyle, by stać się płonącą masą, co według 1 Moj. 1:1 miało miejsce przed pierwszym okresem twórczym. To samo dotyczy słońc i planet innych układów słonecznych. Nie uważamy więc, że opis 1 Moj. 1:3-5 przedstawia pierwsze stworzenie światła. Jeśli będziemy pamiętali o zaznaczonej powyżej różnicy między stworzeniem opisanym w 1 Moj. 1:1,2 a późniejszym porządkowaniem rzeczy związanych z Ziemią, co jest przedstawione w 1 Moj. 1:3-2:4, zorientujemy się, że w.3-5 nauczają o oświetleniu Ziemi, które nastąpiło po tym, jak została ona przykryta figuralną pianą, a nie o stworzeniu światła. Fakt, że w pierwszym okresie twórczym występował podział na dzień i noc (w.5) w wyniku obecności pewnej miary światła za dnia i jego nieobecności nocą dowodzi, że dzięki Słońcu przynajmniej część światła przebijała się przez pierścienie Ziemi i docierała do niej samej. Tak więc słowa „niech będzie światłość” (w.3) nie oznaczają: niech zaistnieje światło jako nowa rzecz, lecz niech światło przeniknie do samej Ziemi. Słowa „i stała się światłość” dowodzą, że tak też się stało. Dlatego uważamy, że tłumaczenie „Niech będzie światłość; i stała się światłość” nie jest zbyt trafne.
Prowadzi nas to do krótkiego omówienia pojęcia światła, dla którego proponujemy następującą definicję: światło to duchowa substancja świetlna emanująca ze świecącej substancji. Prawie przez wiek pogląd o świetle jako substancji, będący myślą Izaaka Newtona, który jest prawdopodobnie największym ze wszystkich naukowców i którego rozum był być może największym, jaki zaszczycił rodzaj ludzki, był odrzucany na rzecz teorii, że światło w ogóle nie jest substancją, lecz jedynie falowaniem eteru, falami w eterze. Ostatnio jednak, dzięki postępowi wiedzy w dziedzinie fizyki subatomowej i rosnącym wątpliwościom co do hipotezy o eterze, opinie naukowców powracają do poglądu Izaaka Newtona. Uważamy, że światło jest substancją. Następujące uwagi dotyczące światła pozostają w harmonii z myślą, iż jest ono substancją, a nie jedynie atrybutem substancji, co sugeruje teoria falowa: w pewnych warunkach światło jest środkiem leczniczym, w innych niszczącym. Patologia często i na różne sposoby wykorzystuje je w leczeniu. Wiemy także, że jego nadmiar szkodzi, np. oślepiający efekt zbyt dużej jego ilości. Jego brak wywołuje szereg negatywnych skutków: ślepotę, pogorszenie zdrowia, różnego rodzaju degeneracje. Często pobudza ono wzrost u zwierząt, a jego niedobór go hamuje. Z pewnością pobudza rozwój i jakość warzyw, owoców i zbóż, tak jak jego brak blokuje ich rozwój i obniża jakość. Przemieszczanie się fal światła o różnych długościach zgodne jest z tym, iż jest ono substancją duchową. Potwierdza to także fakt, że istnieją różne długości fal, że tworzą one promienie ultrafioletowe, fioletowe i niebieskie (dla fal krótkich, o wysokiej częstotliwości), oraz promienie czerwone lub podczerwone (dla fal długich, o niskiej częstotliwości). Fakt, że światło posiada różne kolory – od ciemnych do bieli – potwierdza, iż jest ono substancją. Podobnie zjawisko rozszczepienia światła przy pomocy pryzmatu na siedem podstawowych kolorów, siedem kolorów tęczy, pozostaje w harmonii z poglądem, iż jest ono substancją, a nie tylko cechą substancji. Fakt, że da się ono przemienić w inne rzeczy, takie jak dźwięk, ciepło, elektryczność i magnetyzm, dowodzi, iż jest ono substancją. Powyższą tezę potwierdza także i to, że oddziałują na nie różne formy energii, takie jak grawitacja i magnetyzm. Fakty te wystarczą na dowód tego, że światło jest substancją.
Oczywiste jest, że światło jest substancją duchową, w odróżnieniu od materii, ponieważ jest ono siłą, energią pochodzącą z substancji duchowych lub materialnych. Zauważyliśmy już, że substancje duchowe w mniejszym lub większym stopniu przenikają materię, np. zasada życia przenika powietrze, protony przenikają elektryczność, ciepło przenika węgiel itp. Wszystkie one są substancjami duchowymi ściśle związanymi z tym, co materialne. Podobnie światło przenika substancje świecące. Tak jak te pierwsze na różne sposoby mogą być oddzielone od materii, którą przenikają, tak i światło może być oddzielone od substancji materialnych lub duchowych, z którymi się łączy. Stwórcy podobało się uczynić takie połączenie substancji duchowych i materialnych dość powszechnym zjawiskiem w naturze. Tym, co odróżnia światło od innych substancji duchowych, jest jego jasność. Zasada życia ożywia, protony energetyzują, ciepło ogrzewa, ogień spala, różne promienie przenikają w sposób widzialny inne ciała, eter działa jako środek, przez który przemieszcza się światło i ciepło i przez który powstaje elektryczność i magnetyzm, a promienie radiowe łączą; funkcją światła natomiast jest rozjaśnianie. Często definiuje się je jako coś, dzięki czemu siatkówka oka widzi. Ci, którzy je tak definiują, zwykle zaprzeczają, że istnieje ono poza okiem. Tak więc światło nie jest dla nich rzeczą samą w sobie, lecz wytworem, wymysłem wzroku. Chociaż nasza zdolność widzenia jest pobudzana przez światło i nie możemy bez niego widzieć, tzn. bez światła nie ma widzenia, to jednak światło jest rzeczywistą energią, która istnieje niezależnie od wzroku. Innymi słowy, gdyby w ogóle nie było wzroku, światło i tak istniałoby, ponieważ jest ono substancją, która posiada rzeczywiste niezależne istnienie poza okiem. Substancje duchowe, choć różne od materii, są substancjami, które posiadają w sobie rzeczywiste istnienie.
Dowiedzieliśmy się dotąd, że światło zawsze powstaje lub jest emitowane w substancjach świecących, które mogą być materialne lub duchowe. Bez względu na to, jakimi one są, zawsze wydaje się ono być emitowane przez jakąś inną substancję. I tak, z elektryczności pochodzi światło w błyskawicy, zorzy polarnej i lampy elektrycznej. Stale wydzielają je słońca i komety naszego oraz innych wszechświatów. Planety, księżyce, asteroidy itp. zapożyczają je od swych słońc i odbijają. Pochodzi ono z ognia, substancji duchowej. Ropa naftowa, jej produkty, oliwa z oliwek i inne substancje palne produkują je za pośrednictwem ognia. Pismo Święte zapewnia nas także, że emanuje ono z duchowych ciał. Przynajmniej niektórzy z aniołów mają ciała składające się z ognia (Żyd. 1:7), co sprawia, że świeci z nich światło. O aniele, który odsunął kamień od wejścia do grobu naszego Pana, jest wyraźnie powiedziane, że oblicze jego było jak światło, nie jak błyskawica, jak podaje to przekład A.V. (Mat. 28:3). Nasz Pan świecił światłem przekraczającym jasność słońca w południe, kiedy ukazał się prześladującemu chrześcijan Saulowi (Dz. 9:3; 22:6; 26:13). Światło emanujące z ciała naszego Pana było tak jasne, że oślepiło oczy Saula, zanim zdążyły one przeniknąć przez nie i zobaczyć ciało, z którego ono świeciło (Jan 14:19; 1 Tym. 6:16). Gdy więc św. Paweł mówi, iż widział zmartwychwstałego Pana, powinniśmy rozumieć, że nie widział ciała naszego Pana, lecz jego reprezentację, wizję, światło, jakie z niego biło (1 Kor. 15:8; Dz. 26:13), które symbolizowało dla Pawła to ciało. O Panu Jezusie jest powiedziane (1 Tym. 6:16), że mieszka w światłości nieprzystępnej, tak jasnej, że żaden człowiek nie może Go zobaczyć. Tą nieprzystępną światłością jest nikt inny jak Niebiański Ojciec, w którym mieszka Syn (Jan 17:21). Światłem tym jest nie tylko substancja, która oświeca, lecz także światło umysłowe, którym jest sama prawda. Te przykłady i wszystkie nasze spostrzeżenia są zgodne z poglądem, że światło świeci z świetlistych substancji, bez względu na to, czy substancje te są materialne, czy duchowe.
Twierdzenie, jakie właśnie przedstawiliśmy, stanowi podstawę do zrozumienia twórczego dzieła pierwszego dnia w odniesieniu do światła. Większość ludzi rozumie, że wyrażenie 1 Moj. 1:3, „Niech będzie światłość”, oznacza iż pierwszego dnia Bóg w ten sposób po raz pierwszy powołał światło do istnienia z niczego. Zauważyliśmy, że w biblijnym opisie stworzenia nigdzie nie jest podana myśl, że Bóg stworzył nasz wszechświat i jego energię z niczego. Zauważyliśmy także, że 1 Moj. 1:3 nie dotyczy pierwotnego stworzenia światła. Co więcej, gdy jako pierwszy przykład przyjmiemy światło świecące z ciała Boga, musimy uznać tę formę światła za wieczną, ponieważ Bóg jest wieczny, tak jak za wieczną musimy uznać zasadę życia istniejąca w Bogu. Nie wiemy, czy przy stworzeniu Logosa, którego ciało napełniało światło, Bóg użył światła Swego ciała czy też światła pochodzącego z innych substancji. Z uwagi na milczenie Biblii, nie jest też mądrą rzeczą próbować to odgadnąć. Możemy jednak stwierdzić, że o ile wiemy, światło zawsze wydaje się pochodzić z jakiegoś świetlistego ciała. Tak więc w stwarzaniu światła istniał nieprzerwany ciąg, np. gdy gazy kondensowały się w różne słońca, przechodziły proces twórczy, aż w końcu stawały się jasne, dając w ten sposób światło. Ten proces twórczy trwa nadal w miarę jak w innych wszechświatach pojawiają się nowe słońca. Rozważania te dowodzą, że 1 Moj. 1:3 w ogóle nie dotyczy pierwotnego stworzenia światła, poza jego wiecznym istnieniem jako emanacji z Boskiego ciała, lecz jego świecenia na Ziemię po tym, jak otrzymawszy swą pianę, przestała ona emanować własnym światłem.
Dochodzimy teraz do miejsca, w którym powstaje pytanie: w jaki sposób zostało zrealizowane polecenie Jehowy: „Niech będzie światłość”? Sądzimy, iż dokonało się to przez pojawienie się na Ziemi światła z innych ciał, i to z dwóch źródeł: (1) z naszego Słońca ponad pierścieniami Ziemi; oraz (2) z wyładowań elektrycznych, być może w formie zorzy polarnej pod drugim pierścieniem w czasie opadania pierwszego pierścienia, a prawdopodobnie przed jego opadnięciem. W przypadku obydwóch tych źródeł, oświetlenie Ziemi dokonało się poprzez opadnięcie pierwszego pierścienia. Gdy naszą planetę otaczało wszystkich siedem pierścieni (tzn. po tym, jak otrzymała ona swoją pianę, a jeszcze na długo przed końcem pierwszego „dnia” stwarzania), z powodu ich gęstości nie mogło przez nie świecić Słońce. Elektryczność również nie mogła wyładowywać się pod pierwszym pierścieniem na początku pierwszego dnia liczącego 7000 lat, ponieważ był on bardzo gęsty i dotykał powierzchni Ziemi. Zanim więc z któregokolwiek z tych źródeł mogło dotrzeć światło, musiał opaść pierwszy pierścień, co w głównej mierze stało się przy końcu pierwszego twórczego dnia, ponieważ przez cały ten dzień Boska moc, duch Boży, podejmowała działania w celu jego opadnięcia, np. prowadząc do kondensacji części zawartej w nim pary i jej opadnięcia na ziemię jako deszczu. W miarę jego opadania, co prawdopodobnie zajęło sporo czasu (jak można wnioskować z faktu, że siódmy pierścień opadał 40 dni), powstawało miejsce i inne warunki do wyładowań elektrycznych, które być może tworzyły wystarczająco dużo światła, by powstała zorza polarna. W ten sposób pojawiło się wówczas światło jako wynik wyładowań elektrycznych możliwych dzięki opadnięciu niższych partii pierwszego pierścienia; tarcie wytworzone przez warunki, jakie powstały w pierwszym pierścieniu, w sposób naturalny tworzyły elektryczność, której do wyładowań potrzebne było tylko wystarczająco dużo miejsca i która znalazła takie miejsce podczas opadania pierwszego pierścienia i po jego opadnięciu, jak również w czasie późniejszych opadów deszczu. Istnienie takich warunków sugeruje, że światło po raz pierwszy zaświeciło na Ziemię, gdy otrzymała już ona swą pianę powstałą z ognistej roztopionej masy, która była pierwotnym stanem naszej planety.
Dalszy ciąg po zalogowaniu
To jest początek pozycji „Rozdział VI — PIERWSZY DZIEŃ TWÓRCZY – ŚWIATŁO”. Cała liczy 4151 słów i otwiera się po zalogowaniu. Konto jest bezpłatne.
Copyright © 1938–1956 by Paul S. L. Johnson (Laymen’s Home Missionary Movement). Wydanie polskie: Copyright © 2001 Świecki Ruch Misyjny „Epifania”, Nowy Dwór Mazowiecki.