Rozdział VIII — DUCH ŚWIĘTY JAKO BOSKIE USPOSOBIENIE W UTRACJUSZACH KORON, KLASACH GODNYCH I RESTYTUCJONISTACH

Epifaniczne Wykłady Pisma Świętego, Paul S. L. Johnson · 1950 · strona 513 · pozycja E15-513

ROZDZIAŁ VIII

DUCH ŚWIĘTY JAKO BOSKIE USPOSOBIENIE W UTRACJUSZACH KORON, KLASACH GODNYCH I RESTYTUCJONISTACH

W UTRACJUSZACH KORON: GDY JESZCZE SĄ WIERNI; GDY SĄ CZĘŚCIOWO NIEWIERNI; GDY SĄ BARDZO NIEWIERNI; GDY SĄ KARANI, BY ZNOWU STAĆ SIĘ WIERNYMI; GDY POZOSTAJĄ WIERNI - W GODNYCH: PRZED TYSIĄCLECIEM; W TYSIĄCLECIU; W MAŁYM OKRESIE ORAZ PO NIM - W RESTYTUCJONISTACH: ICH STAN PRZED JEGO OTRZYMANIEM; BOSKI CEL ZAOFEROWANIA IM DUCHA; ODPOWIEDNIE ŚRODKI I ZARZĄDZENIA W CELU UDZIELENIA GO; WARUNKI, NA KTÓRYCH BĘDĄ GO MOGLI UZYSKAĆ - REZULTATY W WIERNYCH I NIEWIERNYCH

W naszych dotychczasowych rozważaniach zauważyliśmy, że Duch Święty nie jest osobą. Następnie zrozumieliśmy, że jest on Boską mocą, a po trzecie, że jest Boskim usposobieniem - przede wszystkim w Nim samym, a także w Jezusie oraz w świętych. Jesteśmy obecnie przygotowani do rozważenia Ducha Świętego w utracjuszach koron. Należy go zdefiniować jako Boskie usposobienie w nich. Najlepiej spojrzeć na to z pięciu punktów widzenia: (1) gdy utracjusze koron wciąż są jeszcze wierni, zanim utracą swe korony; (2) gdy są częściowo niewierni, co sprawia, że tracą swe korony; (3) gdy są bardzo niewierni; (4) gdy są karani, by ponownie stali się wiernymi; oraz (5) gdy pozostają wierni. Biblia uczy, że w czasie Wieku Ewangelii Duch jest wylewany na tych, którzy później stali się utracjuszami koron, członkami Wielkiej Kompanii. Uczy o tym klasyczny werset na temat wylewania Ducha (Joela 2:28,29; Dz. 2:17,18). Mówiąc o wylewaniu Ducha w czasie Wieku Ewangelii ("na sługi i na służebnice wyleję w one dni Ducha mego"), Pan mówi nam, że wyleje Swego Ducha nie tylko na Swych sług, lecz także na Swe służebnice. Słudzy oznaczają Maluczkie Stadko, natomiast służebnice - Wielką Kompanię. Na podstawie biblijnego punktu widzenia, że mężczyźni są silniejsi od kobiet (1 Piotra 3:7) członkowie Maluczkiego Stadka, jako silniejsi w charakterze od członków Wielkiej Kompanii, są w Biblii przedstawiani jako mężczyźni, a Wielka Kompania - jako kobiety. Dlatego w Joela 2:29 oraz Dz. 2:18 Maluczkie Stadko jest określone jako słudzy, a Wieka Kompania - jako służebnice. Z punktu widzenia symbolu rodziny członkowie Maluczkiego Stadka są synami Boga, a członkowie Wielkiej Kompanii - córkami Boga (2 Kor. 6:17,18). Klasyczny werset na temat wylewania Ducha wskazuje zatem, że ci, którzy go zachowują, dzielą się na dwie klasy: Maluczkie Stadko i Wielką Kompanię.

W chwili spładzania ich z Ducha i przez jakiś czas potem nie było żadnych utracjuszy koron: wszyscy byli wówczas przyszłymi, próbnymi członkami Maluczkiego Stadka, ponieważ wszyscy byli powołani w jednej nadziei wysokiego powołania (Efez. 4:4). Dopiero później - w niektórych przypadkach wcześniej, w innych później - niektórzy, a właściwie większość nowych stworzeń stała się utracjuszami koron, jak sugerują to nazwy Maluczkie Stadko oraz Wielka Kompania. Niektórzy z utracjuszy koron o włos uniknęli wtórej śmierci, natomiast inni o włos utracili członkostwo w klasie Maluczkiego Stadka, a między tymi dwoma krańcowościami występują różnego rodzaju różnice w charakterze Wielkiej Kompanii. W czasie poświęcenia i spłodzenia z Ducha nie było żadnej różnicy w ich postawie serca. Wszyscy uczynili pełne poświęcenie, nie zabierając niczego z ołtarza. Gdyby ich stan serca był bowiem inny, możemy być pewni, że Bóg nie spłodziłby ich z Ducha. Tak więc utracjusze koron - podobnie do tych, którzy zachowali członkostwo w klasie Maluczkiego Stadka - w swym poświęceniu posiadali nową (odnowioną) ludzką wolę, która czyniła wolę Boga. Dzięki spłodzeniu z Ducha zarówno jedni, jak i drudzy w swych wyższych pierwszorzędnych łaskach otrzymali zatem nową, duchową wolę; w swych organach samolubnych i społecznych - nowe, duchowe zdolności; a w swych łaskach niższych pierwszorzędnych, drugorzędnych i trzeciorzędnych - nowe, tj. duchowe skłonności, a wszystkie one były w stanie działać z duchowych motywów i w duchowy sposób. Zdolności te otrzymali więc w spłodzeniu z Ducha i przez spłodzenie z Ducha. Niektórzy z nich dokonali znacznego postępu w rozwijaniu tych zdolności w kierunku podobieństwa Chrystusowego, natomiast postęp innych, z powodu braku gorliwości, był bardzo niewielki. Gdy staną się służebnicami, co nastąpi po uwolnieniu ich z rąk Azazela (ponieważ wówczas jako klasa będą służyć Panu, choć jako jednostki służyli Mu jako słudzy przed utratą swych koron), w rożnym stopniu (częściowo zależnym od ich postępu przed utratą koron, a częściowo od stopnia ich upadku w czasie zbaczania z wybranej drogi i tracenia koron oraz w czasie sprzeciwiania się kapłaństwu i angażowania się w inne złe czyny w rękach człowieka na to obranego i Azazela) odzyskają utracony grunt i nadrobią to, czego nie dokonali przed utratą korony. Po oczyszczeniu rozwiną, choć w mniejszym stopniu, nie tylko wszystkie niebiańskie uczucia i łaski, lecz także wzmocnią, zrównoważą i skrystalizują je, wraz z nową duchową wolą, co dowodzi, że w utracjuszach koron, gdy jeszcze zachowywali korony, Duch Święty był Boskim usposobieniem, a jest nim szczególnie wtedy, gdy po wyzwoleniu ich z rąk Azazela, stają się wierni.

Tak więc przez pewien czas byli oni wierni swym ślubom poświęcenia. Przez pewien czas towarzyszyło temu odmawianie sobie własnych samolubnych pragnień oraz światowych pragnień innych osób, które usiłowały nimi kierować. Zatem przez pewien czas - niektórzy krócej, inni dłużej - praktykowali oni zapieranie samego siebie i świata. Co więcej, czynili postępy w studiowaniu i poznawaniu Boskiego Słowa - jedni większe, inni mniejsze, a niektórzy bardzo duże, jak można zauważyć to na przykładzie większości przesiewaczy, zanim stali się nimi. Robili postępy w głoszeniu Słowa - także i pod tym względem jedni większe, inni mniejsze, a niektórzy bardzo duże, np. niektórzy pielgrzymi, pielgrzymi pomocniczy i starsi. Praktykowali też czujność - zarówno w jej aspekcie badania samego siebie, jak i strzeżenia samego siebie - jedni bardziej, inni mniej, a niektórzy w dużym stopniu. Z takimi samymi różnicami prawie wszyscy z nich robili postępy w mniejszym lub większym rozwijaniu niebiańskich uczuć i łask, a niektórzy dochodzili do etapu wzmacniania i równoważenia. Niektórzy z nich z tymi samymi różnicami przechodzili cierpienia dla sprawy Pana, Słowa, braci i świata. Jedni nie zrobili niemal żadnego postępu w tych siedmiu względach, inni dokonali pewnego postępu w części tych zarysów, a żadnego postępu w pozostałych. Widzimy więc, że to, co stwierdziliśmy w punkcie (1), tj. gdy jeszcze byli wierni, jest prawdziwe w odniesieniu do tych utracjuszy koron, gdy jeszcze zachowywali korony, choć w rożnym stopniu. Duch Święty był w nich wtedy Boskim usposobieniem.

Przeanalizujmy pokrótce ich postępowanie pokazane w punkcie (2): gdy byli częściowo niewierni. To, co św. Paweł mó­wi o wiernych (Żyd. 3:14), nie cechowało jednak tych, którzy sta­li się utracjuszami koron: nie zachowali oni początku swej ufno­ści [ducha wierności, jakiego początkowo okazywali] w niezachwianym stanie aż do końca. Jak wskazaliśmy powyżej, w rożnym stopniu okazali się oni niewierni. Okazało się bowiem, że ciężar wąskiej drogi był dla nich zbyt wielki. Tak długo, jak długo byli wierni, wylewanie Ducha na nich miało ten sam skutek, co na Maluczkie Stadko, przy tym samym stopniu wierności, co można zauważyć przez porównanie tego, co podaliśmy w rozdziale VII na temat skutku wylewania Ducha na Maluczkie Stadko, z tym, co podaliśmy w poprzednim akapicie na temat skutku takiego wylewania na Wielką Kompanię. Jednak ci, którzy stawali się utracjuszami koron, szybko zaczęli zapominać o wierności w poświęceniu: ich zapieranie się siebie i świata stawało się coraz wolniejsze, ustępując miejsca coraz częstszemu dogadzaniu sobie i światu! Osłabło ich zamiłowanie do Słowa i jego studiowanie, w coraz większym stopniu zwracając się ku innym tematom niż te, pochodzące ze Słowa. Stopniowo zanikała czujność w badaniu i strzeżeniu siebie, aż w końcu została zaniechana, a oni sami pozwolili sobie na niedbałość w obydwu aspektach czujności.

Niepopularność i zmęczenie w głoszeniu Słowa lub brak reakcji innych ostudził ich gorliwość, a społeczność z innymi w coraz większym stopniu została zdominowana przez inne tematy niż prawda. Ciężki wysiłek, jaki musiała podejmować nowa wola, by kierować i utrzymywać uczucia na niebiańskich rzeczach oraz rozwijać łaski, stopniowo zniechęcił ich do aktywności w tym względzie, a ich energia została następnie skierowana w stronę samolubstwa i światowości. Ponieważ tracili zainteresowanie rzeczami należącymi do wąskiej drogi, modlitwa stopniowo traciła dla nich swą przyciągającą siłę, a jej żarliwość i szczerość w oczywisty sposób zmniejszała się. Gdy w mniejszym lub większym stopniu malała ich wierność w tych sześciu zarysach chrześcijańskiego życia, coraz słabsze było ich znoszenie trudnych, nieprzyjemnych, niekorzystnych i przeciwnych doświadczeń dla dobra prawdy, sprawiedliwości i świętości, i to w takim stopniu, że stawali się niewierni w niesieniu krzyża. Chociaż nie wszyscy utracjusze koron popełniali wszystkie siedem rodzajów tego zła, wszyscy popełniali jeden lub więcej z nich.

Wpływ takiego postępowania na trzy składniki Ducha Świętego w ludzie Bożym był naprawdę zgubny. Po pierwsze, stopniowo podkopywało ono ich nową duchową wolę, w mniejszym lub większym stopniu czyniąc ich słabymi. Następnie w mniejszym lub większym stopniu stępiało przenikliwość ich nowego umysłu, otępiając duchowe zdolności postrzegania, zapamiętywania i rozumowania, co czyniło ich podatnymi na przyjmowanie błędu w miejsce wcześniej wyznawanej prawdy oraz na wprowadzanie błędu do prawdy już posiadanej. Stępiało ono ich niebiańskie uczucia, sprawiając, że w mniejszym stopniu miłowali swe duchowe zaufanie do siebie, szacunek dla siebie, swą duchową aprobatę wobec Boga, Chrystusa i braci, swój duchowy pokój, bezpieczeństwo, skrytość, wojowniczość, agresywność, duchowe dobra, życie, pokarm i napój. Dogadzając samym sobie, w mniejszym lub większym stopniu rozwinęli natomiast te uczucia w kierunku ludzkiego samolubstwa, w wyniku czego w rożnym stopniu przejawiali większą lub mniejszą pychę, napuszoność, lenistwo, tchórzostwo, hipokryzję, kłótliwość, złośliwość, chciwość, samozachowawczość i brak umiarkowania. Zamiast kierować i skupiać swe uczucia na niebiańskim Małżonku, Oblubieńcu, Rodzicach, dzieciach, braciach, przyjaciołach, domu i kraju, w większym lub mniejszym stopniu zmieszali te uczucia ze stale rosnącymi, przesadnymi uczuciami kierowanymi do ziemskiego współmałżonka, braci, dzieci, przyjaciół, domu i kraju. Innymi słowy, obok duchowej woli, serca i umysłu w mniejszym lub większym stopniu używali cielesnej, światowej i diabelskiej woli, serca i umysłu, w ten sposób coraz bardziej stając się dwoistego umysłu (Jak. 1:3; 4:8). Na tym etapie swej drogi, jaki obecnie opisujemy, nie posunęli się jeszcze do takiej krańcowości zaniedbywania tego, co duchowe i oddawania się temu, co cielesne, jak stało się to później. Na tym etapie w różnym stopniu podążali oni bardziej w kierunku tego, co samolubne i światowe, choć w pewnym stopniu zmierzali także w kierunku tego, co duchowe. W dużym stopniu mieszali oni to, co duchowe, z tym, co samolubne i światowe, rozwijając w ten sposób dwoisty umysł.

Zachowują Ducha Świętego, lecz łączą go z duchem samolubnym i światowym. Jadą, trzymając jedną nogę na jednym koniu, a drugą na drugim, a konie biegną z nierówną prędkością. Przyłożyli swe ręce do pługa, lecz oglądają się do tyłu. W rezultacie biegną i potykają się, powstają i znowu biegną, następnie ponownie się potykają, i stale powtarzają ten proces, przy czym to, co duchowe, góruje nad tym, co samolubne i światowe. Chociaż ich dwulicowość nie jest jeszcze bardzo wyraźna, jest obecna w stopniu wystarczającym, by ich chrześcijańskie życie stało się niezadowalające. Nasz opis członków tej klasy w tym drugim etapie - częściowo niewiernym - dowodzi jednak, że jeśli chodzi o tę zasadniczo dobrą stronę ich usposobienia, Święty Duch w nich jest Boskim usposobieniem w nich, w mniejszym lub większym stopniu ograniczanym przez częściowo złą stronę ich umysłu. Na tym etapie ich doświadczenia Bóg zdecydowanie przeciwstawia się im w ich prywatnych medytacjach oraz w ich społeczności z braćmi, co czyni Słowem drukowanym i mówionym. Wielokrotnie posyła im odpowiednie pouczenia, nagany, kary i napomnienia do pokuty i odnowienia ich poświęcenia. Co więcej, posyła im w życiu opatrzności, obliczone na ograniczanie rozwijania przez nich złego umysłu, blokując ich wysiłki do unikania poświęconego biegu oraz do zaspokajania samolubstwa i światowości, stale odwołując się do dobrej części ich umysłu, by uśmierciła rozwijającą się złą stronę ich usposobienia. Gdy ograniczenia te nie są brane pod uwagę, Pan posyła opatrzności w charakterze kar, obliczone na przywrócenie im rozsądku. Niestety! Ci, którzy stają się utracjuszami koron, różnie na to reagują - grzeszą i żałują, grzeszą i żałują, coraz bardziej stając się samowolnymi, aż w końcu kończy się nieskwapliwość Pana, który odbiera im korony i tym samym przenosi ich do klasy utracjuszy koron. W tym stanie Pan udziela im innego rodzaju doświadczeń, obliczonych na zniszczenie ich cielesnych umysłów. Ich samowolne postępowanie, prowadzące do utraty korony, przyjmuje różne formy: u jednych formę samolubstwa i światowości (1 Kor. 9:27; 1 Tym. 6:9,10), u innych - grzechu (1 Kor. 5:5; Judy 23), u jeszcze innych - błędu (1 Tym. 1:19,20; Ps. 107:10,11), a niektórzy łączą dwie lub wszystkie trzy z tych form (1 Kor. 3:12-15; Mat. 7:26,27; 25:2,3,8,10-12; Obj. 7:9,13,14). Pomimo tego, wciąż zachowują jednak pewną miarę Ducha Świętego jako Boskiego usposobienia w nich - dobrą stronę swego umysłu.

Prowadzi nas to do punktu oznaczonego numerem (3): gdy są bardzo niewierni. Jak zauważyliśmy, gdy byli częściowo niewierni, w usposobieniu następował proces przechodzenia od dobra do mieszaniny dobra i zła, przy czym tym dobrem był Duch Święty w nich. Podobny proces występuje w ich stanie poważnej niewierności. Przeradza się on bowiem w różne stopnie przewagi złego umysłu nad dobrym u najgorszych z nich oraz przewagi dobrego umysłu nad złym u stosunkowo nielicznych z nich - tych, którym niewiele zabrakło do zwycięstwa w wysokim powołaniu. U niektórych z nich dobro i zło w usposobieniu rozkłada się po połowie, z częstym przechodzeniem z jednej strony na drugą. Dwoisty umysł u wszystkich z nich jest jednak taki, jak opisuje go Jakub: "Mąż umysłu dwoistego jest niestateczny we wszystkich drogach swoich" (Jak. 1:8), z bardzo dużym zróżnicowaniem chwiejności poszczególnych jednostek, jak zauważyliśmy to powyżej. W stanie wielkiej niewierności, zła strona ich dwoistego umysłu jest niezwykle aktywna, przy czym musimy pamiętać, że jest to w różnym stopniu u różnych jednostek. W rewolucjonizmie zawsze albo odrzucają większą lub mniejszą ilość nauk Biblii oraz większą lub mniejszą ilość zarządzeń, jakich Bóg udzielił dla prowadzenia Jego dzieła, albo stronniczo popierają innych, którzy stają się winni tych dwóch rodzajów buntu jako przywódcy lub zwolennicy. Kiedykolwiek pewna ich liczba tworzy grupę, stają się stronniczymi sekciarzami, a ich wodzowie zawsze sięgają po władzę i panują nad dziedzictwem Boga (1 Piotra 5:2,3), stając się winnymi zamiłowania do pieniędzy, wpływów, zaszczytu od ludzi i przewodzenia. Gdy w wyniku manipulacji szatana rozwijają się w nich te złe cechy, prowadzą swych naśladowców w coraz większe błędy i pochodzące od szatana złe zarządzenia prowadzenia pracy Pańskiej. Ponieważ te przejawy rewolucjonizmu wzbudzają opozycję ze strony wiernych, wynikają z tego spory, w których - by bronić się przed biblijnymi prawdami, jakie wierni podają przeciw ich błędom, oraz by zachować pozory konsekwencji swych błędów - odrzucają kolejne prawdy. Sekciarscy zwolennicy spośród utracjuszy koron stronniczo popierają swych wodzów w tych sporach, w wyniku czego razem z nimi coraz bardziej tracą Pańskie prawdy i zarządzenia, choć z nowo przyjętymi błędami nadal trzymają się tych prawd i zarządzeń, które nie są przedmiotem sporu. Temu wszystkiemu w coraz większym stopniu towarzyszy utrata zdolności odróżniania prawdy od błędu. Wskazuje to na umacnianie się złej części ich intelektu oraz jego treści, choć wciąż pokazuje, że ich intelekt nadal zachowuje część poprzedniej zdolności dostrzegania i zachowywania pewnych prawd, co w różnym stopniu jest dwulicowością ich intelektu.

Dalszy ciąg po zalogowaniu

To jest początek pozycji „Rozdział VIII — DUCH ŚWIĘTY JAKO BOSKIE USPOSOBIENIE W UTRACJUSZACH KORON, KLASACH GODNYCH I RESTYTUCJONISTACH”. Cała liczy 14 377 słów i otwiera się po zalogowaniu. Konto jest bezpłatne.

Copyright © 1938–1956 by Paul S. L. Johnson (Laymen’s Home Missionary Movement). Wydanie polskie: Copyright © 2001 Świecki Ruch Misyjny „Epifania”, Nowy Dwór Mazowiecki.