---
tytul: "Wiersz: Panie, wybieraj Ty dla mnie mój krzyż — Reprints R3606-235 | Literatura Biblijna"
opis: "Wiersz: Panie, wybieraj Ty dla mnie mój krzyż — Zion’s Watch Tower 1879–1916 — przedruki (Reprints), 1905, pozycja R3606-235. Pełny tekst po polsku."
adres: https://literaturabiblijna.pl/biblioteka/reprints/r3606-235
jezyk: pl
---

> [Strona główna](https://literaturabiblijna.pl/) › [Biblioteka](https://literaturabiblijna.pl/biblioteka) › [Reprints](https://literaturabiblijna.pl/biblioteka/reprints)

# Wiersz: Panie, wybieraj Ty dla mnie mój krzyż

Zion’s Watch Tower 1879–1916 — przedruki (Reprints) · 1905 · strona 3606 · pozycja R3606-235

## Panie, wybieraj Ty dla mnie mój krzyż

> W smutnym tym czasie serce me strudzone,

Choć zna i kocha życia lepszą stronę,

Uległo jednak w walce z szarą codziennością,

ciągłymi jej sporami, konieczną karnością.

> I gdy tak o tym rozmyślałem – że dane mi są

Doświadczające mnie próby wiary i miłości –

Wydało mi się, że nigdy nie będę pewny

Tego, czy uda mi się wiernie wytrwać do końca.

> I tak nie pokładając już ufności w mocy tego,

Który powiedział: „chodzimy wiarą, a nie widzeniem”,

Wątpiąc i prawie już ulegając rozpaczy,

Pomyślałem: Nie mogę dźwigać mojego krzyża.

> Musi on być z pewnością o wiele cięższy

Niż krzyże innych osób, które codziennie spotykam.

Ach, gdybym tylko mógł sobie wybrać inne brzemię!

Wydaje mi się, że już nie musiałbym obawiać się utraty korony.

> Wtedy zapanowała uroczysta cisza wokoło,

Nawet głosy natury nie wydawały swych dźwięków.

Wieczorne cienie zdawały się zapowiadać pokój,

A mój znużony duch doznał ukojenia.

> Po tym momencie przerwy, niebiańskie światło

Rozpromieniło w pełni cudowny, zachwycony widok.

Wszędzie aniołowie ze srebrnymi skrzydłami,

A w balsamowym powietrzu rozbrzmiewała anielska muzyka.

> Wtedy postać cudowniejsza od wszystkich innych, które widziałem,

Ten, przed którym skłania się każde inne kolano,

Podszedł cicho do mnie, gdy tak strwożony leżałem

I powiedział: „Naśladuj mnie, ja jestem drogą”.

> Następnie mówiąc to poprowadził mnie wysoko do góry

I tam ponad sklepieniem miłości

Można było zobaczyć krzyże różnych rozmiarów i kształtów,

Większe i mniejsze, niż był mój własny.

> Był tam też jeden piękniejszy na wejrzeniu,

Niewielki, z klejnotami osadzonymi w złocie.

Ach, pomyślałem, wydaje mi się, że ten mógłbym wygodnie założyć,

Gdyż jego będzie łatwo ponieść.

> I tak szybko uchwyciłem ten mały krzyż,

Aż tu nagle ugięło się pode mną podłoże.

Błyszczące klejnoty – choć wyglądały tak pięknie,

Zbyt wielki był dla mnie ich ciężar.

> „Ten się nie nadaje”, zawołałem i spojrzałem znów,

By przekonać się, czy jest inny, co mógłby mój ból ukoić.

Przechodziłem wolno obok jednego po drugim,

Aż wreszcie zauważyłem jeden, piękny…

> Cudowne kwiaty swą rzeźbą oplatały jego kształt.

A on sam zdawał się łączyć w sobie grację i piękno.

Zachwycony wpatrywałem się i coraz bardziej go podziwiałem,

Zdumiony, że tak wiele osób przeszło obok niego.

> Lecz oto, choć kształt jego tak piękny dla oka,

Wkrótce okazało się, że kryje on dla mnie smutki.

Pod kwiatami o tak cudnych kolorach kryły się ciernie.

Zasmucony więc rzekłem: „I tego krzyża nie mogę znieść”.

> I tak było z każdym innym, który ujrzałem.

Nie znalazłem żadnego, który wydawałby się pasować dla mnie.

Płacząc, złożyłem z siebie wszelkie ciężkie brzemię,

Aż mój przewodnik łagodnie powiedział: „Bez krzyża nie ma korony”.

> Od dawna już wyznawałem przed Nim smutki mego serca,

On znał jego zmartwienia, doświadczył jego wątpliwości.

„Nie bój się”, powiedział, „lecz zaufaj mi,

Okażę Ci w tej sprawie moją doskonałą miłość”.

> I wtedy z błyszczącymi oczyma i ochoczymi stopami

Znów powróciłem, by podjąć mój ziemski krzyż.

Z krokami zmierzającymi wprzód, nie zbaczającymi z drogi

Ze strachu, że może mi się przydarzyć jakieś ukryte zło.

> I wtedy właśnie na przygotowanej i wyznaczonej drodze,

Słuchając, by słyszeć, i gotowy, by okazać posłuszeństwo,

Znalazłem krzyż o najszlachetniejszej formie

Z jednym tylko słowem miłości na nim wygrawerowanym.

> Z wdzięcznością podniosłem go z miejsca, gdzie spoczywał

I z radością przyznałem, że jest najlepszy.

Jedyny z tych wszystkich, które widziałem,

Co do którego czułem, że jest dobry dla mnie, bym go mógł nieść.

> A gdy tak wyznawałem ten wybrany przeze mnie krzyż

Ujrzałem, jak spoczęło na nim niebiańskie światło.

Gdy się schyliłem, by podnieść moje brzemię,

Rozpoznałem w nim mój własny, stary krzyż.

> Ale jakże teraz wydawał mi się inny!

Nauczyłem się dostrzegać jego wyjątkową wartość.

Tak, teraz już nigdy nie będę mówił:

„Być może inna droga byłaby lepsza”.

> Ach, odtąd jedynym mym pragnieniem będzie,

By Ten, które zna mnie najlepiej, wybierał dla mnie.

A cokolwiek Jego miłość uzna za dobre, by mi to zesłać,

Będę ufał, że jest to najlepsze, ponieważ on zna zakończenie. – Autor nieznany

*— 1 sierpnia 1905 r. —*

*— 1 sierpnia 1905 r. —*

*Oryginały ZWT 1879–1916 są w domenie publicznej. Polskie przekłady i skład pochodzą z serwisu pastorrussell.pl i są tu za zgodą jego redakcji.*
