W Pańskim ogrodzie

Minionej nocy śniłem, że Mistrz przyszedł do mnie i rzekł łagodnie:
Umiłowany, odłóż na chwilę swój krzyż i chodź ze mną,
Bowiem pragnę, abyś spoczął w moim ogrodzie.
A potem ujął mą drżącą rękę i poprowadził mnie przez ciemność
Aż do miejsca, gdzie masywna brama zagrodziła nam drogę.
Była ona zamknięta, lecz otworzyła się na słodkie polecenie Mistrza.
Weszliśmy, a cienie rozpierzchły się przed Jego promiennym uśmiechem.
O, zachwycające widzenie – oby można znaleźć słowa, by je opisać.
Tysiące róż nęciło karmazynową barwą miłości,
Wokół naszych stóp tuliły się fiołki w swym fioletowym żalu;
Natomiast aksamitne bratki, odziane po królewsku rosły razem
Ze ślicznymi, pnącymi się różowo-białymi groszkami,
Przy nich lilie z doliny pochylały się w słodkiej pokorze,
A wszędzie delikatna trawa – miękki i chłodny dywan.

Często podczas tej przechadzki ręka Mistrza pełna miłości
Spoczywała na jakimś mdlejącym kwiatku, który natychmiast ożywał.
W końcu doszliśmy tam, gdzie stała majestatyczna lilia.
Jej śnieżna korona wznosiła się jak bicie srebrnych dzwonów,
Jej kołysanie napełniało ogród słodkim i niezwykłym zapachem.
Podeszliśmy bliżej i wtedy zobaczyłem – niestety – że tu i ówdzie
Jakiś płatek był urwany i poczerniały, może od nagłego wiatru
Lub piekącego żaru. Bardzo mnie zadziwił ten widok i zrodził pytanie,
Które zamarło na ustach, gdyż nagle zerwała się burza
Tak gwałtowna, że każdy kwiat w ogrodzie schylił swą główkę;
A potem ulewa ognistych strzał, ciskanych przez ledwie widoczne cienie,
Spoza zacienionych bluszczem murów ogrodu, spadła na lilie.
W przestrachu przywarłem do mego Niebiańskiego Przewodnika.
Burza trwała przez chwilę i usłyszałem słowa Mistrza:
Uspokój się i ucisz! Nawałnica ustała i zapanowała cisza,
Cudowne światło przygasło, ogród zniknął, a ja obudziłem się ze snu.

Mistrz nie powiedział mi tego, a jednak jestem prawie pewien,
Iż ów wspaniały ogród z mych sennych marzeń był obrazem Jego maluczkich;
Pokazał mi, że On nigdy nie śpi, ani nie drzemie podczas sprawowania Swej opieki
I wtedy przyszło mi na myśl: gdybym tak ja mógł w ogrodzie Pana wybrać miejsce,
Czy byłbym podobny do róży? Och, nie! Nie chciałbym w swej gorliwości,
Dowodząc czynami miłości Pana w sercu, zapomnieć o cierniach,
Drogi Panie, i zranić Twej miłującej dłoni ! Być może chciałbym
Stać się piękną i okazałą lilią i głosić wszędzie Twą błogosławioną Prawdę
Czysto brzmiącym głosem. Och, nie, nie mógłbym znieść burz,
Uderzających w głowę tych, których Ty wyniosłeś tak wysoko,
Ponad bliźnich – czyniąc z nich widoczny cel dla strzał szatana!
I gdy tak rozmyślałem po kolei o tych wspaniałych z ogrodu Pana,
Krzyknąłem: Mój dobry Panie, jeśli wolno mi wybrać, to pozwól mi
Być miękką trawą, abym mógł przynieść odpoczynek i ukojenie Twym zmęczonym nogom,
Miejscem skromnym, ale dającym bezpieczne schronienie przed wichrem i ognistą strzałą.
Cóż za zaszczyt móc złożyć życie u Twych stóp!