Uczyniła, co mogła

W domu Szymona trwała uczta, siedziano przy posiłku,
Kiedy weszła ta kobieta i cicho w otwartych drzwiach stanęła,
Przyciskając mocno do rozdygotanego serca alabastrowe naczynie
Pełne bardzo kosztownego najczystszego nardu. Pełna skromności
Lękała się ściągnąć na siebie ciekawe spojrzenia tych, którzy byli w pokoju,
A przecież jej wielce umiłowany Przyjaciel, jej Mistrz i Pan był tam.
Zadziwiająca intuicja podpowiedziała jej, że być może
Jest to ostatnia, jedyna sposobność okazania Mu swej miłości.
Myślała o wszystkim, co dla niej uczynił, o tych świętych godzinach,
Które spędziła w zachwyceniu u Jego nóg, zapominając o wszystkim innym,
Aby tylko móc słuchać owych Słów Prawdy, Słów Żywota.
Myślała o tej czarnej godzinie, gdy Łazarz leżał w grobie
I jak Mistrz przemienił jej noc w dzień pełen radości.
Jej piękną twarz oblał rumieniec, jej niewinne oczy zajaśniały wdzięcznością
I szybkim, lekkim krokiem przemknęła przez zatłoczony pokój,
Odważnie przyjęła rzucane jej pytające spojrzenia,
Miłość bowiem znajdzie drogę nawet tam, gdzie lwy boją się stąpać.
Drżącą ręką złamała pieczęć i wylała drogocenną zawartość na Zbawcę, na Jego stopy.
Cały dom napełnił się słodką i wspaniałą wonią.
Nie była w stanie nic powiedzieć – oddanie jej serca było zbyt głębokie.
Jej łzy spadały cicho, a ona wzięła swą najpiękniejszą ozdobę,
Długie, jedwabiste włosy i wytarła nimi święte stopy Pana.
Nagle jakiś surowy głos przerwał tę wielką, złotą ciszę, mówiąc:
Cóż za rozrzutność. Można to było sprzedać i nakarmić ubogich.
Jeszcze niżej spuściła głowę, wydawało się jej, że to, co uczyniła niewielkim było darem
Za tak wiele wspaniałej miłości, którą otrzymała.
I znowu w pokoju dał się słyszeć czyjś głos, był to głos jej błogosławionego Pana,
Który delikatnie położył rękę na jej włosach.
Jakże zadrżało jej omdlałe serce, gdy usłyszała Jego słodkie słowa:
Nie czyńcie jej wyrzutów. Dobry zaprawdę uczynek zrobiła dla mnie.
Wylawszy ten olejek, uczyniła, co mogła, przygotowując mnie ku pogrzebowi.
A ten czyn jej miłości po wszystkie czasy opowiadany będzie.

Jakże często od chwili, gdy po raz pierwszy odczytałem historię tej świętej dawnych czasów,
Moje własne, biedne serce płonęło gorącym, tęsknym i głębokim pragnieniem,
Abym i ja mógł tak usłużyć memu Panu i Królowi:
Największemu spośród dziesięciu tysięcy, Jedynemu najwspanialszemu!
A teraz dowiedziałem się, że nie jest za późno, że nadal
Mogę wylewać bezcenny olejek miłości na członków Jego Nóg!
Drogi Panie, pomóż mi przełamać ofiarniczą ręką
Pieczęć własnego ja i wylać nagromadzone wonie mego serca
Na Twoje Nogi! O, pozwól mi spędzić dni i noce w trudzie,
Abym mógł uchronić się od bezcelowego schodzenia z właściwej drogi
I innym pomóc pozostać na wąskiej drodze, która wiedzie do światła i życia.
O, pozwól mi złożyć w ich drżących dłoniach różę miłości,
A na ich piersiach lilię czystego i świętego natchnienia!
Drogi Mistrzu, pozwól mi uklęknąć z nimi w ciemnym Getsemane.
O, pozwól mi stać odważnie i w cichości znosić szyderstwa
I kpiny okrutnych, drwiących języków!
Obym nigdy nie liczył się z żadnymi kosztami, nawet życiem.
Obym nie myślał, że zbyt wielką ceną, by służyć, błogosławić i pocieszać Twe drogie Nogi.
A gdy ostatnia kropla poświęcenia mego serca zostanie wylana,
Pozwól mi usłyszeć, Panie, Twój słodki głos, mówiący: Uczyniła, co mogła.