Tak naprawdę nie czuję się stary

Ciągle mi mówią, że się postarzałem,
Nie zliczę, jak często to słyszałem.
Myślą, że minęła moja młodość,
Lecz ja znam prawdę, to moja radość.

Ciało, ta krucha, stara skorupa
Szybko się rozpada, lecz to nie ja!
Mój człowiek wewnętrzny młody jeszcze,
Ciągle w nim żywe nadzieje wieczne.

Zewnętrzny człowiek może być w biedzie
I to jest wszystko, co widzą ludzie,
Lecz w środku jestem jasny, weselszy,
Każdego dnia młody i silniejszy.

I cóż, że włosy mi posiwiały
I jestem słabszy? Czyż siły ustały?
Ja nadal bojuję w dobrej wierze,
Gdyż ciągle jestem krzyża żołnierzem.

I cóż, że oczy mi mgłą zachodzą,
Gdy widzę, jak iść pod Tego wodzą,
Co za mnie w ofierze swe oddał życie
Na krzyżu, tam na Kalwarii szczycie?

Słuch mój, być może, nie jest tak ostry,
Jak bywał kiedyś, w mojej młodości,
Lecz nadal słyszę Zbawiciela słowa:
Ja jestem prawda, żywot i droga.

Me nogi słabe, plecy zgarbione,
Drogi kres – wszystko prawie skończone,
Lecz dzięki sile Pana idę prosto,
Jego wolę czynić, to dla mnie wciąż rozkosz.

I cóż, że potknę się nieraz idąc,
Że słowa za myślami nie zdążą?
Nadal kroczę drogą sprawiedliwości,
Pana czczę, modlę się i trwam w miłości.

I cóż, że czoło me utrudzone,
Pługiem czasu pobrużdżone?
Inny dom, przez Boga zbudowany,
Na mnie czeka w ziemi obiecanej.

Cóż z tego, że to życie zamiera,
Gdy przede mną wieczność się otwiera?
Żywot wieczny nagrodą przyjemną.
Wszystko najlepsze jeszcze przede mną.