Promień miłości w oczach

W mojej pamięci obraz istnieje,
Złoconą ramą otoczony,
A chociaż lata tak szybko mijają,
Zarys w nim żaden nie został zmieniony.
Ten obraz to portret Onego Sługi,
Przyjemne wspomnienia budzi na każdym kroku,
O jego mądrej, wiernej służbie
I o miłości promiennej, bijącej z jego wzroku.

Widziałem zachód słońca spowity w czerwień,
Tonący jakby w krwawym blasku.
Widziałem miraże bezkresnej pustyni,
Gdy słońce budziło się o brzasku…
Z masztu widziałem błyskawice rozwścieczone
Niebo tropików przecinające w mroku,
Lecz żar ich nie miał tej wspaniałości,
Co miłość promienna, bijąca z jego wzroku.

Ani gwiaździsty płaszcz nocy
Z księżycem, który się zmienia,
Ni zmierzch srebrzystoszary,
Gdy się w głęboki granat przemienia,
Ani srebrna księżyca poświata widoczna na niebie
I na skalistym górskim zboczu.
Nic nie mogłoby oświecić drogi do nieba
Lepiej niż miłość promienna, bijąca z jego oczu.