Pole bitwy

Chwyć miecz obosieczny i śpiesz na wroga, do przodu,
Aby usłyszeć okrzyk Kapitana, aby zobaczyć błysk odzewu w oczach
Towarzyszy z szeregu, poczuć bicie ich serc
I poznać tę zachwycającą inspirację bojowania o Prawdę,
Świętą radość naśladowania Tego, który wyznacza drogę i prowadzi po niej.
Tak, chwalebnie jest prowadzić ten dobry bój,
Ale przecież poza linią ognia, poniżej tych śnieżnych namiotów,
Ostrzejszy konflikt szaleje dzień i noc;
Drżące ręce, blade usta, rozgorączkowane oczy
Walczą z zastępem śmiertelnych wrogów, ponurych olbrzymów,
Z Rozczarowaniem, Zwątpieniem, Głęboką Rozpaczą;
Przed ich ostrymi strzałami zadrżeć mogą nawet odważni.
Oni też słyszą wezwanie i ochryple odpowiadają: Panie, oto jestem!
Czynią wszystko, aby sięgnąć po miecze, stanąć na nogach,
Lecz ponownie w bezsilnej słabości padają na posłanie
Z głową w ogniu, z zachwianym umysłem, łzy bólu roniąc.
Czasami odgłosy walki docierają poza szeregi
Owych biednych zmęczonych uszu i wtedy widmo strachu
Przemierza pokój i kładzie lodowatą dłoń na każdym sercu,
Przywodząc straszną myśl: Kapitan, nasz Wódz, opuścił nas i zapomniał,
A towarzysze nasi prą do przodu, zostawiając nas samych czekających na śmierć!

Lecz to nie tak! Pan Bitew wielce litościwy
Wysyła szybkoskrzydłego posłańca i mówi do nas:
Choćby matce zdarzyło się zapomnieć o swym
Niemowlęciu – Ja nie zapomnę! I wtedy,
Tak jak cisza po burzy przychodzi słodki i łagodny spokój,
Który tym udręczonym sercom przynosi sen.

Ach, wtedy wy, prawdziwie wierni towarzysze z pierwszej linii ognia,
Pamiętajcie, że ranni nadal należą do armii Bożej
I wyślijcie im białoskrzydłego posłańca pocieszenia,
Rozdawajcie róże miłości teraz, nie trzymajcie ich, aby położyć dopiero na wieko trumny.
Jeden kwiat otrzymany teraz jest o wiele słodszy niż tysiące odłożonych na później.
Znajdźcie czas, by wypowiedzieć miłe słowo, by uronić łzę współczucia,
By wyszeptać modlitwę w czasie straży nocnej,
A okażecie się więcej niż zwycięzcami dzięki mocy nieśmiertelnej miłości!