21 – On leczy moją duszę

Często zmęczony jestem smutkiem
I walką z grzechem umęczony.
Z bojaźnią myślę o mym jutrze,
Czy mi nie będzie wstęp wzbroniony
Do odpoczynku wspaniałego,
Zapewnionego w Mieście Boga,
Gdzie nie przeniknie już nic złego,
Gdzie już nie wkroczy ani cień wroga.

Lecz kiedy bój mój jest najsroższy,
Gdy chmury ciemne trwożą duszę,
Twój Kubek Panie jest najsłodszy,
Więc go wypijam: zdrów być muszę.
Z nieprzebranego źródła zbawienia
Boskie najczystsze wody piję.
W sercu tryumfu czuję brzmienia,
Dreszcz mnie przenika – czuję, że żyję.

Nie inna ręka, Mistrzu, lecz Twoja
Może pocieszyć, podnieść na duchu,
Gdy nieszczęść dotyk jest cząstką moją
I gmatwa drogę, przeszkadza w ruchu.
Żadne spojrzenie, inne niż Twoje,
Nie da nam światła, gdy noc nadchodzi.
Gdy człowiek sprawdził już siły swoje,
Bezradny widzi, że sam zawodzi.

Twa pomoc, Panie, zawsze najbliższa
I nie ma innej z żadnej strony.
Słowo Twe dla nas stanowi wszystko,
Panie, na krzyżu swym rozciągniony.
I zawsze, gdy się na burzę zbiera,
Spieszę do Ojca, szukam schronienia,
Za pośrednika Syna wybieram,
Wtedy strach znika, ustają drżenia.

On duszę leczy, ja wielbię Tego,
Którego miłość olejkiem, koroną.
On duszę leczy, więc śpiewam Jemu
Pieśń tę dla Niego tylko stworzoną.
Często zmęczony będąc smutkiem
I walką z grzechem umęczony
Z utęsknieniem wyglądam poranka,
Gdy każdy już będzie uwolniony.