Niezbędna siła

Wędrując po górskim zboczu
Ku kamienistej dolinie
Znalazłem młode drzewko
W niewielkiej rozpadlinie.

Młodzik w próbach nie ustawał,
Choć wciśnięty między skały,
Aby wyrosnąć na wielkie drzewo,
Do nieba wyciągał się cały.

W obliczu takich przeciwności
Nikłe masz szanse – rzekłem tkliwie,
Próżne twe próby, gdyż życie
Nie traktuje cię sprawiedliwie.

Minęły lata, gdy znowu
Wędrowałem po tej krainie
I drzewo wspaniałe, wysokie
W znanej ujrzałem rozpadlinie.

Podchodząc bliżej dostrzegłem,
Że rysa nieznacznej wielkości,
Gdy skały się rozstąpiły,
Była już większej szerokości.

Powinienem wiedzieć – pomyślałem,
Że Bóg, który stworzył nasienie,
Maleńkiej formie dał siłę,
Chroniącą przed każdym zdarzeniem.

Skoro zaś Ojciec się troszczy o drzewo,
Czyż w Jego opiekę zwątpić możemy,
Czyż nie obdarzy siłą swych dzieci,
Iż kim być powinniśmy, będziemy?

Gdy spadają na nas trudności,
Czy zostaje nam tylko wzdychanie?
A może spróbujmy się sprawdzić
I podjąć odważnie wezwanie.

Prawda to szczera, że zwyciężymy,
Gdy nie zapomnimy o swych zadaniach.
Nam Boża siła zupełnie wystarczy,
By spełnić, co mamy do wykonania.