Nasza błogosławiona nadzieja

I cóż, jeśli to ziemskie, gliniane mieszkanie
Ulegnie zburzeniu, zniszczeniu, ruinie,
Jeśli nawet zdrowie, siła, życie przeminie,
Chrystus mym życiem.

Cóż, jeśli nie spełnią się marzenia młodości,
Światło nad moją głową skryje się w ciemności,
Zgaśnie i już przez lata nie da jasności.
Chrystus mym światłem.

I cóż, jeśli nadzieje umrą, szeleszcząc
Jak suche liście, które jesień mi wieszczą,
I cóż, jeśli gwiazdy znikną z nieba spadając.
Chrystus mą nadzieją.

Cóż, jeśli burza, huragan wokół mnie stale,
Jego głos uciszy burzę, uspokoi fale,
Nie zmącą one spokoju mej duszy wcale.
Chrystus mym pokojem.

I cóż, jeśli przyjaciele, którym miłości
Tyle dałem, zmarli, leżą w grobach w cichości,
Bryłami ziemi przygnieceni bez litości.
Chrystus wiecznie żyje.
Cóż, jeśli na drodze pojawią się zawiłości,
Słowo Boże rozjaśni wszystkie niejasności.
Z lampą tą idę nie bojąc się żadnych złości.
Chrystus mą drogą.

I cóż, jeśli pogłębiają się ciemności,
Nieprzyjaciele zmuszają do aktywności.
Prawda Boża dostarcza spokoju i radości.
Chrystus już obecny.