Nasz Ojciec przy sterze

Gwałtowne fale z hukiem okropnym
W niewielką łódź uderzały.
Obawa wielka i strach mocny
Załogę łodzi opanowały.

I tylko ukochane kapitana dziecko
Spokojnie, z uśmiechem patrzyło
Na fale w łódź uderzające zdradziecko,
I tylko ono wśród sztormu bez obaw było.

Żeglarze pytali: Jak możesz spokojnie stać,
Nie lękasz się, że burza nam życie odbierze?
A chłopiec na to: Jakże mógłbym się bać,
Przecież mój ojciec stoi przy sterze.

Kiedy zawiodą ziemscy pomocnicy
I zdaje się, że szczęście nas opuści,
Wciąż przecież mamy prawdziwą kotwicę,
Bóg nam pomoże, zginąć nie dopuści.

Do naszych modłów nakłoni ucha,
W bólu przyniesie pociechę,
Smutek w radość zmieni, żalu wysłucha,
Każdą łzę gorzką otrze uśmiechem.

Zwróćmy się zatem do Niego wśród smutków,
Gdy niedostatek i zgryzota spokój nam odbierze
I jak dziecko kapitana wśród burzy skutków
Pamiętajmy, że to nasz Ojciec stoi przy sterze.