Jaki umrzesz?

Czy poradzisz sobie z kolejną trudnością?
Czy twe serce radość zachowa i wierność?
Czy też skryjesz się przed dnia jasnością,
A serce tchórzliwe ogarnie strach i bierność?
Próba może ważyć tonę, a może cię tylko draśnie,
Rzecz w tym, czego cię nauczy, co przyniesie,
Nieistotne, że rani cię właśnie,
Ważne, co ty z nią zrobisz, jak ją zniesiesz.

Leżysz przygnieciony do ziemi. I cóż z tego?
Wstań najszybciej, jak możesz, z uśmiechem na twarzy.
Upadłeś nisko, lecz teraz z upadku swego
Wstań i pomyśl, dlaczego ci się zdarzył?
Im mocniej tobą rzucono, tym wyżej się odbijesz.
Twój lekarz cię posili, mimo ran tak wielu.
Upadłeś już tyle razy, lecz przecież ciągle żyjesz,
Nie ustawaj w wysiłkach osiągnięcia celu.

I nie słuchaj wołających do ciebie: Wracaj!
To prawda, ciężki jest krzyż i twarda walka,
Lecz nie żałuj żołnierzu niczego z tego świata.
Doczesność? Dla ciebie to przecież żadna strata.
A gdy rozwiniesz odwagę, wszystko za dobro policzysz,
Wróg ucieknie, z kłopotami przestaniesz się ścierać.
Umrzesz kiedyś niechybnie, lecz nie to się liczy,
Ważne jedynie, jaki będziesz, gdy przyjdzie umierać.