I stała się wielka cisza

Jak fale zielone wracając do brzegu swego
Pianę na grzbietach niosą i niejeden kamyk,
Tak i my kierując się do odpocznienia naszego
Wszyscy powoli, jak piany lekkiej plamy,
Do domu wracamy.

Ten, kogo kochaliśmy, dotarł wreszcie do brzegu
W pokoju. Nie spotka już na trudnym życia szlaku
Sztormowych bałwanów, przeszkadzających w biegu
Do celu – one zaprzestały na niego ataków.
Po burzy nie ma znaku.

Myśleliśmy, że skoro fale ludzkiego żywota
Są wzburzone, wysokie, towarzyszyć im będzie
Przy końcu drogi zamieszanie, walka, zgryzota.
Fala potężna rozbija się z hukiem, gdy przybędzie,
Swobodnie docierając wszędzie.

Lecz zamiast tego cisza. Fala życia przepływa
I spokojnie do brzegu przybić próbuje,
Szemrząc cichutko, kamienie omywa
I w ciszy srebrny piasek plaży przeczesuje,
Kres swój wspaniały znajduje.

Jak słodko wiedzieć, że życia ciężki znój
Osiągnął wreszcie kres swego biegu,
Obyśmy wszyscy przez pokój czy też bój
Na zawsze zgromadzeni zostali na tym srebrnym brzegu
Po zwycięskim biegu.