Dzika róża

Przed drzwiami mego domu krzew rośnie nieduży,
Delikatny kwiat na nim, w słońcu i w burzy,
krzew dzikiej róży.

Gdy w zmierzchu lub porannej rosie się zanurzy,
Niezwykły zapach cię otoczy, odurzy,
woń dzikiej róży.

A gdy kroplami deszcz w niego uderza, bije,
Jeszcze słodszą wonią się wtedy upijesz,
która wokół się wije.

Często delikatnie ściskam z tkliwą miłością
Liście, co przyciągają zieleni świeżością,
pieszcząc je z czułością.

Nieraz mocniej palce zacisnę na liściu, kwiecie,
Bo wspanialszy się zapach rozchodzi po świecie,
gdy różę zgnieciesz.

Drogi Panie, niech me życie będzie jak ta róża,
Niechaj, gdy wokół szaleje burza,
przyjemną wonią odurza.

A gdyby było błogosławioną Twą wolą,
By smutek kruszący dusze stał się moją dolą,
przygnieć większą niedolą.

A ginąc, jak ta róża, roztoczę swe wonie
I szepnę cicho: Pan kocha i pamięta o niej,
o swej róży dzikiej, skruszonej.