Doskonałość przez cierpienie

Bóg nigdy nie zezwoliłby na ciemności,
Gdyby wiedział, że możesz kroczyć w światłości.
A ty nie trzymałbyś Jego ręki z całej mocy,
Gdybyś szedł drogą prostą w dzień, nie w nocy.
Nie miałbyś też problemów, aby kroczyć wiarą,
Gdybyś szedł za wzrokiem, drogą znaną.

To prawda, że On dozwala na udręki,
Które znosić musi twe zmartwione serce,
Że ma wiele bolesnych koron cierniowych
Dla głowy twej umęczonej w poniewierce.
On wie dobrze, że abyś osiągnął niebo,
Musisz do niego iść przez cierpienie wielkie.

On zsyła te nieprzeniknione ciemności,
Piec doświadczeń rozgrzany do czerwoności.
Uwierz – to jedyna droga do społeczności
Z Nim, aby znaleźć się w Jego nóg bliskości,
Bo łatwo zejść można z tej właściwej drogi,
Gdy życie rozkoszne, wokół spokój błogi.

Umieść zatem rękę w ręce Ojca twego,
A idąc tak, śpiewaj, żebyś tylko zdołał.
Pieśń twa, być może, natchnie otuchą tego,
Kto stracił odwagę, by i on podołał.
Choć usta twe zadrżą, to nic złego,
Bóg wtedy właśnie będzie cię miłował.