Boże kowadło

Ból ognistego pali mnie pieca.
Bóg czuwa nad jego płomieniem
I serce me czułe się w bólu roznieca,
Dygoce pod żaru, gorąca strumieniem,
A przecież szepczę wciąż: Twoja wola Boże!
Wytrzymam, gdy w ogniu największym pomożesz.

Przychodzi i kładzie me serce rozgrzane
Na twardym kowadle, na którym, tak wnoszę,
Na wzór swego Mistrza będzie kształtowane,
Wielkim młotem rażone cios za ciosem.
A przecież szepczę wciąż: Twoja wola Boże!
Wytrzymam, gdy ciosy znieść mi pomożesz.

Uderza On w serce me rozmiękczone,
A iskry przy każdym lecą uderzeniu.
On serce obraca, wciąż jest podpalone.
To pozwala ochłonąć, to większy ogień daje mu,
A przecież szepczę wciąż: Twoja wola Boże!
Wytrzymam w Twych rękach, jeśli mi pomożesz.

Dlaczego miałbym życie zatruć narzekaniem,
Co tylko drogę wędrówki wydłuża?
Wszak koniec przyjdzie, już jutro nastanie,
Gdy Bóg uzna, że we mnie przemiana duża.
Szepczę więc z ufnością wciąż: Twoja wola Boże!
Ja ufam do końca, że Ty mi pomożesz.

Dla mej korzyści On ogień rozpala,
Ogromny ogień nieszczęścia, płomienny.
Na wszystkie najcięższe ciosy dozwala,
Bo w rękach Mistrza są one cenne.
Szepczę w modlitwie wciąż: Twoja wola Boże,
Nadzieję mam w Tobie, że Ty mi pomożesz.