Paruzyjny tom 2 – wykład 9 – str. 279

armią i bogactwem poparło Kościół, jakże zacną i szlachetną rzeczą byłoby wtedy być chrześcijaninem! Jakże prędko ustałyby prześladowania ze strony pogan! A wtedy mielibyśmy moc nie tylko ich zastraszyć, ale i zmusić do przyjęcia chrześcijaństwa, krzyża i imienia Chrystusowego. Na pewno nie jest to zamiarem Bożym, aby Kościół już zawsze był poddany światu i prześladowany przez niego. Słowa apostoła: 'Azaż nie wiecie, iż święci będą sądzili świat?', jak i obietnica naszego Pana, że będziemy z Nim królować oraz wiele innych proroctw o królowaniu Kościoła jasno wyrażają Boski zamiar względem nas. To prawda, że apostoł pisał, iż nasz Pan winien pierwej powrócić i wywyższyć Kościół, że napominał, abyśmy czekali na Niego, ale minęło już tyle stuleci i nie widać żadnych znaków Pańskiej obecności. Należy uznać, że apostoł do pewnego stopnia się mylił. Dla nas jest oczywiste, że powinniśmy wykorzystać wszelkie możliwości objęcia doczesnej władzy, utrzymania jej i zdobycia świata dla Pana. Kościół winien też posiadać głowę – kogoś, kto by był przedstawicielem nieobecnego Pana i kto reprezentowałby Kościół przed światem, kogoś, kto mógłby odebrać hołd od świata, wykonując władzę Chrystusa i panując nad światem laską żelazną, według słów proroka Dawida. I tak w powolnym, wielowiekowym procesie usprawiedliwiania się rzeczywista nadzieja Kościoła – wywyższenie do sprawowania władzy i błogosławienia świata w czasie drugiego przyjścia Pana – stopniowo ustąpiła miejsca nowej nadziei, nadziei sukcesu bez Pana, pod przywództwem i kierunkiem papieży. Przez zmowę, intrygę i wymianę uprzejmości ze światem nadzieja Kościoła została zamieniona na nadzieję fałszywą, oszukańcze sidło, które pozwoliło Szatanowi dodawać jeden błąd do drugiego, tak w nauce, jak i praktyce.

poprzednia następna