Epifaniczny tom 1 – rozdział 1 – str. 11

Tomy Epifaniczne

Rozum zmusza nas do tego wniosku, gdy rozmyślamy o wszechświecie rzeczy w ich początkach. Ci, którzy uciekają się do pomysłu o nieskończonym ciągu, różnymi drogami zostali zmuszeni do założenia pierwotnej podstawy istnienia, różnie nazywając ją – materią, umysłem lub siłą – w zależności od tego, co najbardziej odpowiada ich teoriom. Gdy się zapomną, ci, którzy zaprzeczają pierwszej przyczynie, są zmuszeni do jej uznania, co można zauważyć z doświadczenia Henry Ward Beechera i Roberta Ingersolla. Tak się dziwnie złożyło, że najbardziej elokwentny kaznodzieja Ameryki i najbardziej elokwentny agnostyk byli przyjaciółmi i wzajemnie się odwiedzali. W czasie pewnej wizyty, jaką pan Ingersoll składał panu Beecher, ten pierwszy bardzo podziwiał pięknie wykonany globus znajdujący się w gabinecie tego drugiego. Po dokładnym obejrzeniu i bezgranicznym podziwie dla techniki widocznej w precyzyjnie zarysowanych kontynentach, oceanach itp. globusa pan Ingersoll zapytał: „Kto go zrobił?” Korzystając z okazji, pan Beecher szybko odparł: „Nikt. Sam się zrobił”! Domyślając się intencji tej uwagi, znany agnostyk, zagryzając usta, nie odezwał się ani słowem, i zażenowany, wkrótce potem opuścił dom pana Beechera.
.      Powyżej stwierdziliśmy, że na podstawie argumentu skutku i przyczyny nie możemy jednoznacznie wnioskować, że pierwsza przyczyna jest osobowym Bogiem. Jeśli rozważamy tylko skutek i przyczynę, trzeba przyznać, że mogła to być ślepa siła. Jednak inne względy, jakie podpowiada nam rozum, dowodzą, że pierwsza przyczyna nie

poprzednia następna